Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lutego 2013

Kryzys wiary

Głupio się pewnie przyznawać, ale zaczynam zauważać u siebie coś, co można by nazwać „kryzysem wiary”. Wiary w media, komunikację i rozsądek. Rozsądek zarówno preparujących informację, jak i konsumentów informacji.

Taki oto dzień – największa partia opozycyjna składa wniosek o wotum nieufności. Strona rządowa szuka czegoś do „przykrycia”.
Modlin? Nie. Drogi? Nie. Konina? Nie.

Jest! Informacja o brzozie smoleńskiej, ściętej na jakże wymownej wysokości 666 cm.

W lodówce chłodzi się mineralna, eksperci szykują do turnee po stacjach radiowych i telewizyjnych. Stratedzy zacierają swoje tłuste rączki. Bo teraz tematem dyżurnym i smoleńskim nie będzie ‘zamach’, ‘wypadek’, ‘mgła’ tylko ‘wysokość 666’.

Akcja ‘666’ dotyczy tak naprawdę czegoś innego – przeniesienie środka ciężkości dyskusji w sprawie Smoleńska. Cała sytuacja zagmatwa się jeszcze bardziej: czy jesteś za teorią wielkiego wybuchu, czy wypadku spowodowanego przez kontakt z brzozą? Jeśli wybierasz opcję drugą, to czy uważasz, że spowodowały ją siły nieczyste? Za chwilę się zaczną teorie spiskowe, głoszące udział sił nieczystych w tragedii Smoleńskiej. A to prosta droga do kanonizacji… I do wykazywania absurdu. Do podziału społeczeństwa. Hałasu, chaosu i hucpy.

Ten komunikacyjny majstersztyk, to jedna wielka ściema, mająca odwracać uwagę publiczną od tematów mających większy wpływ na nasze życie – na budowę dróg, kolej czy podział funduszy tak dzielnie wyrwanych ostatnio w Brukseli. Czy nawet wotum nieufności. I byłby ten news żył, wydobywając ze złotoustych i sinozębych kolejne pokłady obłudy, hipokryzji i szaleństwa.

Ale wtedy, nieplanowanie, pojawia się kolejny news – jakże ważny tu, między Narwią a Odrą. Abdykacja na tronie Piotrowym. Tematy istotne zeszły na jeszcze dalszy plan (bo na razie u Katarzyny W. nie dzieje się wiele). Nawet problemy w Ruchu Palikota się aż tak bardzo nie przyciągają uwagi. Dlaczego? Kto po? Jak? Kiedy?

Redakcje pewnie już się szykują na wyjazdy w końcówce lutego, planują, kosztorysują i ustalają. Ustala się też redakcyjna hierarchia. Lepsi dziennikarze wyjadą do Rzymu. Ci gorsi będą obrabiać boki w kraju.

Mówią, że zły pieniądz wypiera dobry. Tak samo jest z informacją – ta bardziej istotna jest zasłaniana przez tą lepiej sprzedającą się w mediach.


wtorek, 20 września 2011

Ha, ha. Zabawne...

Publiczne wystąpienia tym się przede wszystkim różnią od prywatnych wypowiedzi w gronie bliskich osób, że należy uważać na słowa. I zwracać mocno uwagę na żarty. To, co rozbawi do łez wujka Zdzicha, podczas występu przed tłumem obcych osób może zabrzmieć dziwnie. Albo żenująco.

Pół biedy, jeżeli jesteśmy artystami, aktorami, Krzysztofem Globiszem.


Gorzej, jeśli za żarty lub wygłaszanie „śmisznych" opinii prywatnych biorą się amatorzy. Albo politycy.




Miało być w założeniu śmiesznie i ostro, pozostał niesmak i zażenowanie.

Przykładów nietrafionych wystąpień polityków, którzy starając się być zabawni, otarli się o śmieszność można mnożyć, pokazując przedstawicieli każdego ugrupowania. Mimo to, wielu idzie tą drogą…




Skąd więc taka chęć bycia zabawnym?

Z wielu teorii i powodów wybieram jeden, przekonanie, pewnie i słuszne, że poczucie humoru to wybitna oznaka inteligencji oraz, co ważne, udowadnianie, że jest się tak zwanym „równym gościem”.

Oto pięć rad, jak być zabawnym, a nie śmiesznym. Rad z życia, obserwacji i własnych doświadczeń:



  1. Nie improwizuj.
    Przygotuj każdy żart i stwórz sytuację, żeby go sprzedać.

  2. O ile to możliwe, żartuj z siebie.
    Wiele Twoich wad można uczynić dużo bardziej ludzkimi i sympatycznymi. Ale nie przesadzaj.

  3. Nie obrażaj.
    Nikogo. Nawet siebie. "Ostre numery" zostaw satyrykom. Albo na spotkanie w gronie najbliższych Ci osób.

  4. Nie staraj się na siłę.
    W skrócie: lepiej nie powiedzieć dowcipu i żałować, niż powiedzieć i żałować jeszcze mocniej.

  5. BĄDŹ ZABAWNY.
    Nic tak nie smuci jak nietrafiony żart. Głównym celem żartu jest rozbawienie publiczności. Jeśli masz obawy, że Ci się nie uda - patrz punkt 4.

- Rok temu moje poparcie wynosiło 30 procent, moi kandydaci zostali wycofani z Sądu Najwyższego, a mój wiceprezydent kogoś postrzelił – mówił kilka lat temu na Dorocznej Kolacji Korespondentów z Białego Domu prezydent George W. Bush. – Stare, dobre czasy. Westchnął. I dostał gromkie brawa.

Później dodał, że jego poprzednik, prezydent Bill Clinton opublikował liczące 10 tysięcy stron wspomnienia z Białego Domu. – Ja zastanawiam się nad kolorowankami – oświadczył.




Teksty był z pewnością pisany przez zawodowców. I o to właśnie chodzi – aby być przygotowanym jak najlepiej, w każdej sytuacji. I być autentycznie zabawnym. Wtedy dostajemy owacje od nawet najbardziej zajadłych przeciwników.

Na koniec – prezydent Obama prezentujący film ze swoich narodzin. Sam pomysł – świetny, ale przytyk na końcu do jednej ze stacji telewizyjnych – genialny!


ShareThis